Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/disciplina.w-znaczny.pila.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
Zdjęła żakiet i otworzyła drzwi szafy. W lustrze widziała odbicie

prawdziwą przyjemnością patrzyła na napierający tłum.

jej w oczy.
Promienie słoneczne igrały z baldachimem liści i igieł. Jego serce biło jak szalone.
uduszonej czterdzieści siedem minut po dwunastej. Zapewne tą samą wstążką, która teraz
Oczyma wyobraźni pokonał drogę do pokoju gościnnego na tym samym piętrze, pokoju, w
Walcz!
miała mi dużo zapłacić.
– Tylko to, że żałowała – powiedziała w przypływie szczerości. – Że cię skrzywdziła.
– Chcesz poznać prawdę? Opowiem ci w drodze do Point Fermin. – Skrzyżowała
Teraz zaginęła O1ivia. Ktoś wydzwaniał do niej tak długo, aż tu przyjechała. To wymaga
Czy to możliwe?
Idiota. Przestań. Zapomnij o niej. Dogoń ją i raz na zawsze wyrzuć Jennifer z myśli. To
Traciła pewność siebie.
– Nie podoba mi się to. – Bentz usiadł na fotelu pasażera. Hayes odpalił silnik jedną ręką,
Pomyślał o O1ivii, kobiecie, która wznieca ogień w jego żyłach i przenika do jego snów.

że Theo przecież nigdy nie starał się jej w żaden sposób

Czasami mam tyle lat, co teraz, czasami jestem małą dziewczynką. Ostatnim razem śnił mi się Charles. - Twój starszy brat? - Tak. - On nie żyje, prawda? - Zmarszczył brwi. - Tak. Śni mi się dzień, w którym zmarł. To ja go znalazłam. - Łyknęła trochę kawy i starała się zapanować nad głosem i emocjami. - Taki straszny wypadek! - Przeszedł ją dreszcz. Opowiedziała Adamowi wszystko, co pamiętała. O tym, jak zgubiła się, biegając po lesie z Griffinem i Kelly, o tym, jak znalazła umierającego Charlesa i jak wyrwała tę okropną strzałę z jego piersi. - Chyba nie należało jej ruszać. Byłam tylko dzieckiem i nie miałam pojęcia, czym to grozi, ale Griffin, mój przyjaciel, który przybiegł za mną, powiedział, żebym jej nie wyciągała. Nie posłuchałam go. Myślałam, że uratuję Charlesowi życie. - Głos jej się załamał, wzięła więc głęboki wdech. To było dawno. Dawno temu. Musi wreszcie sobie z tym poradzić. - W każdym razie - powiedziała ze wzrokiem wbitym w podłogę - mój brat umarł. Lekarz zapewniał matkę i mnie, że Charles i tak by nie przeżył, ale myślę... to znaczy zastanawiam się... - Westchnęła i potrząsnęła głową. - Myślę, że doktor Fellers mógł tak powiedzieć, żeby mnie chronić. - Dlaczego miałby to robić? - Bo miałam wtedy tylko dziewięć lat i... i zawsze czułam się za wszystko odpowiedzialna... ale może to część klątwy Montgomerych. Adam robił notatki. Spojrzał znad okularów. - Klątwy? Zarumieniła się. Nie miała zamiaru o tym wspominać. - To pewnie tylko... takie gadanie. Przesądy. Ale słyszałam o niej od zawsze. Lucille - pokojówka mojej mamy i nasza niania - przysięga, że to prawda. Ale Lucille wierzy w duchy. - A ty nie? Caitlyn wzruszyła ramionami. - Nie wierzę i każdemu, kto o to zapyta, przysięgnę, że nie, ale... czasami... sama nie wiem. To tak samo jak z Bogiem. - Oparła się o miękką skórę kanapy i przymknęła oczy. - Tak nie powinno być. To znaczy, chcę wierzyć w Boga, ale nie jestem pewna, czy naprawdę wierzę. Niekoniecznie chcę wierzyć, że wokół nas spacerują sobie duchy, które nie zdecydowały się jeszcze stąd odejść, ale czasami myślę... to znaczy czuję, że nie jestem sama. - Wydaje ci się, że czujesz czyjąś obecność? - Tak - wyszeptała, kiwając głową. - Tak mi się właśnie wydaje. - Zaśmiała się krótko. - Wiesz, dla mnie samej to brzmi niedorzecznie. Duża część mojej rodziny sądzi, że tracę kontakt z rzeczywistością, porównują mnie do mojej babki... - Urwała, gdy przed oczami stanął jej obraz babci, tak jak ją widziała ostatni raz - woskowa twarz i niewidzące oczy. Dostała gęsiej skórki i wciągnęła mocno powietrze. Adam przyjrzał się jej badawczo. - Dobrze się czujesz? - Tak... nie... to znaczy myślę, że nie byłoby mnie tutaj, gdybym się dobrze czuła. - Spojrzała mu prosto w oczy i dodała: - Jesteś moim terapeutą. - Więc wróćmy do klątwy Montgomerych.
to, że nie wierzyła w duchy; po prostu nie była pewna. Miała już w życiu do czynienia z
ciekaw, czy ja także się z nią kontaktowałam? Czy wyskoczyłam z nią na drinka? Zaprosiłam

mogłaby uderzyć porywaczkę, ogłuszyć ją i zdobyć kluczyki.

rozprawiała o chłopcach.
– Też mam takie problemy. Gdzieś coś położę, a potem nie mogę
Co się z nim dzieje? Przecież kocha Kate. Chce z nią być...

Bentz poczuł taką ulgę, że o mało nie zemdlał. Zamknął oczy, zacisnął pięści i starał się

Julianna nie traciła czasu. Następnego dnia oznajmiła radośnie Busterowi,
– Nie, proszę, jeszcze nie! Chcę się oswoić z tą decyzją. – Julianna
– Luke ma rację. Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby powstrzymać